Oj cięęężko było zebrać "Liczną grupę pod wezwaniem BMW KLUB ŁÓDŹ" boż to środek sezonu urlopowgo był, ten wyjechał, ten nie przyjechał, ale w końcu ruszyliśmy grzecznie na północ. Po drodze mijaliśmy inne "Watachy" podążające na Toruński zlot z równym entuzjazmem co my i może z troszku cięższą nogą :):) Policja obstawiała trasę - pomna "strasznego zagrożenia" jakie stanowią kierowcy beemkowcy :):):) Toruń powitał nas troszku pustkami i szczerze mówiąc teren zlotu już nie zapełnił sie tak jak w maju. Przygotowany dla nas parking razem z Rejestrem Rekinów co prawda nie usatysfakcjonował wszystkich i przenieślilśmy się na asfalt (ja osobiście trochę żałowałam - dopóki w nocy pewien cytrynowy rekin (niezrzeszony w Rejestrze) nie zaczął prezentować jakie ma dobre światła długie i jaki głośny klakson - a z nim cała rozentuzjazmowana reszta zlotowiczów. Dobra niech tam sobie - potrąbili chłopaki - z radości :) - ale ten cytrynowy walił długimi prosto w nasz obóz - skubaniec jeden i po naszych zmęczonych oczętach dawał czadu mimo próśb i błagań naszych niewiast. Wreszcie naczelny baryton klubowy (Bax) zareagował (tzn po prostu się wk...ił) poszedł i rozłożył gościa na łopatki (oczywiście bez użycia przemocy - siłą intelektu!)Brawo Bax!
Atmosfera w ciągu dnia panowała podniosła, mimo pogłosek iż może nie odbyć się planowany przejazd przez Toruń wszyscy mieli co raz lepsze humory. Te humory to też dlatego że kierowcy mieli nockę na odpoczynek, a tu piwesio się uśmiecha...
Konkursy biegły jeden za drugim, tęgie kłęby dymu unosiły się nad placem do palenia gumy. Tu przy okazji występów pewnej zabłoconej "jednostki" powstał konflikt co do formy prezentacji palenia gumy. Jedni mówili, że cyrkowe sztuki to nie palenie gumy, inni byli za takimi pokazami.
Eh, skończyło się tym, że roztrzaskano puchar za palenie gumy i pozostał pewien niesmak. Mimo to i tak dobrze nam było w Toruniu :) Wieczorem przenieśliśmy się na część trawiastą - celem rozbicia obozu noclegowego. Wszyscy ładnie razem (no prawie wszyscy!)
Zasiedliśmy do biesiadowania, były śpiewy, były popisy gitarowe członków Zarządu, były tańce, było fajnie :) Nie wiem jak udało mi się zasnąć bo wokół grzmiały silniki, trąbiły klaksony, z każdego końca inna muzyka, ale to nic dla wprawionego zlotowca. Rankiem wspólne śniadanko w towarzystwie żółtych owadów tzw. "cholernych os" (znowu żółtych - czy wszystko co żółte musi być wkurzające?) i najważniejsza część dnia - dmuchanie w balonik! Ważyły się losy kto pojedzie w Paradzie Aut przez Toruń, a kto odda stery w damskie ręce.
No i niektórym Naszym Paniom się udało przejąć dowodzenie :) eh te promile :) Przejazd był bardzo liczny i trwał długo (wiadomo połowa aut prawie leży bo obniżona, a drogi uuu.. dziurawe w naszym kraju :))
Przystanek końcowy znajdował się pod Toruńskim centrum handlowym - to był dopiero odlot, blask chromów, jazgot tłumików, łopot flag, kamery, flesze, eh ci paparazzi, spokoju człowiekowi nie dają... :)
Niestety policja nie wpuściła nas do centrum miasta (myśleli że więcej osób będzie miało powyżej 0,2 we krwi - a tu nici - na torze ustawił się parokilometrowy szpaler autek). Tak więc hałaśliwie i widowiskowo wystając ze wszystkich otworów okiennych wracaliśmy po swoje namioty i powoli szykowaliśmy się do powrotu. Na koniec Zarząd Toruńskiego Klubu złożył nam oficjalną wizytę wręczył pamiątki za które bardzo dziękujemy - już wkrótce być może będziemy mieli gdzie zrobić ich ekspozycję :):):)
Miło jest w Toruniu, pewnie dlatego, że my sami dobrze się razem bawimy, a Organizator bardzo się stara, żeby było bezpiecznie i profesjonalnie. Dlatego chetnie wrócimy tam w przyszłym roku :)
|