Toruńska Majówka z BMW 2005
| | W piękny majowy weekend klub wybrał się na majówkę do Torunia. Pogoda dopisała no i towarzystwo także, jedynie mundurowi byli nadpobudliwi :) Impreza wypadła pomyślnie wraz z pucharem dla wanny Adasia, która została wybrana Oldtimerem Zlotu | Bladym świtem, dygocząc z zimna, zebraliśmy się na umówionym parkingu gdzie przytwierdzaliśmy do szyb nasze specjalne "tajniackie" magnesy (specjalnie są tak spreparowane, żeby po przyklejeniu na drzwi było widać tylko bury prostokąt - pełne incognito!) :):) Wiola dokonała szybkiej sekcji naszych portfeli, no i mogliśmy ruszyć w drogę. Namnożyło się nas co niemiara, gdyż podążała z nami Grupa Bełchatów ciągnąca na lawecie tajną broń w walce o wszelakie puchary :).
Droga była wręcz nudna - nikt nie wyprzedzał na holu z prędkością światła, nikt nie wyleciał z zakrętu, żaden most się nie ukręcił - no wreszcie zlitował się jeden czerwony Rekinek - rozbił nudę awarią sprzęgła - ale też nie postarał się do końca, bo dało się wrzucić trójkę (a wiecie co potrafi Rekin na trójce!!!). Jak zwykle odbyło się mycie i polerowanie blach na stacji przed miastem i jak się należało spodziewać - chwilę później spadł rzęsisty deszcz i grad i co tam jeszcze mogło to z nieba leciało. Ponieważ byliśmy w tej komfortowej sytuacji, że w szyberdachu auta tkwiła flaga klubowa - tak więc po raz pierwszy siedziałam w samochodzie z kapturem na głowie, a grad walił po desce rozdzielczej :)
Toruń przywitał nas mandatem za "niemanie pasów" - nawet nie chce mi się komentować pracowitości tego Pana Władzy! Nasi niezmordowani Gospodarze naszykowali plac dla Łodzi, gdzie zaraz wystawiliśmy na głównym miejscu Wannę - a niech nam zazdroszczą! No i grilla, który cieszył się dużym powodzeniem zwłaszcza u kolegów z Gdańska (umęczeni podróżą zasnęli pod koniec imprezy co widac na fotografiach :)).
Deszczyk padał, słonko świeciło, toczyły się kolejne konkurencje, było bardzo dużo "oglądaczy", odliczyło się wiele zaprzyjaźnionych grup BMW z całej Polski, atmosfera była bardzo piknikowa i przyjazna. Ale wzywały nas obowiązki! Tak więc po odebraniu przez Adasia i Wannę pucharu dla Oldtimera Zlotu - uformowaliśmy kolumnę i pognaliśmy do Chodeczy.
Przywitało nas cudne leśne powietrze, pusty ośrodek i najlepsza obsługa pod słońcem. Panie kucharki już wstawiały grilla, a my przystąpiliśmy do gry - "kto z kim śpi" - powstało kilka ugrupowań, lewica aktywnie agitowała za opcją ekonomiczno-perwersyjną "2 facetów w 1 łóżku" czemu sprzeciwiała się prawica, zresztą jak zwykle mało kto w tych łózkach w końcu spał, pościel w wielu przypadkach też okazywała się niepotrzebna :)
Impreza odbyła się wewnatrz stołówki - co miało kolosalny wpływ na jej przebieg! Były takie zabawy: "kto dostał jaki karczek i dlaczego ja taki mały", "my pijemy po pół kieliszka bo jesteśmy schorowani i niepijący", "czy kelnerka widzi jaki jestem samotny", "kto szybciej doprowadzi Józka do turlania się ze śmiechu". Wspominaliśmy też kogo z nami nie ma, a powinien być i jakie zwierzę podadzą tym razem na śniadanie (me-e-e-e) :) Usłyszeliśmy tez historię pomiętoszonych koszy i gasnących latarni - z cyklu "paranormalne zjawiska na Retkini" :) Następnie nastąpiła seria kilkuset dowcipów jakie mlaskając nad big-golonką i wypasionym karczkiem - opowiadali Adaś, Michał i Wojtek (Barszczu miał chwilowo wyłączoną fonię) i wtedy Michał dokonał odkrycia na miare grobowca Tutenchamona!
Znalazł w sąsiedniej sali nieprzebrane bogactwo automatów do gier. Zaczęło się całkiem soft od kulek, potem już było trochę ostrzej - chłopaki we trzech okupowali różowego słonika - w tym jeden mocno ściskał mu trąbę (ten słonik to dopiero usmiechniety był!) :)
Ochotnicy ćwiczyli składanie stołu do ping-ponga i wycieranie piwa jak najmniejszą szmatką, a potem to już był istny hard-core: cały klub walił gru... znaczy walił w Gruchę bokserską (jedyne 5 zł za 7 serii). Chłopaki ostro nacierali z lewa i z prawa, ten i ów rozjuszony słabym ciosem - walił z byka (jak tam głowa Barszczu?) inni próbowali na Chucka Norrisa lub na Batistutę. Automat jeździł po sali jak szalony. Kobiety też lały ostro pozdejmowawszy wpierw pierścienie i sztuczne paznokcie :). Dobrze, że byliśmy sami w ośrodku, bo zaprawieni w walce mężczyźni szukali już na kim tu wypróbować ciosy :) Dzięki Bogu że Grucha nikomu nie oddała!
Skończyło się wyścigami na motocyklach (wirtualnych), których uczystnicy lądowali na ziemi, ale jakoś tak wtedy od razu potrajała się ich ilość? W każdym razie potem biesiada wróciła do stołu, ale większości rwała się i fonia i wizja, kieliszki były raz rude raz żółte w środku, niektórzy lizali sobie ręce inni sypali solą - co tu dużo mówić - skończyło się streaptisem w wykonaniu ... Wojtka (wow!), a potem biegiem do muszli na czas. Różne klubowe zewłoki walały się też po ławkach tudzież pod drzewami, a jeden taki "audiofil" słuchał sobie symfonii na 24 zawory przed snem.
Rano czyli w południe obudziły nas rześkie nawoływania męskiej reprezentacji siatkówki plażowej (?) która tarzała się w piachu na pobliskim boisku. Miedzy domkami włóczyli się jacyś pobandażowani weterani walk z Gruchą. Rozpoczęło się grillowanie, które brutalnie przerwał deszcz. Ponieważ boisko do siatki było mokre - posłużyło Michałowi do zareklamowania mocy swojego auta (ja to wysuszę!) Artur też próbował (ale ta "Babka" ma duży promień skrętu, prawda?). Ponieważ nie mogliśmy pograć to przeprowadziliśmy długa dyskusję o takich tam ... lekkich obyczajach wśród kobiet i mężczyzn, o mordowaniu żon i mężów, no takie życiowe, codzienne problemy, wiecie! :). Powrót odbył się z prędkościa mocno ograniczoną przez usterkę w Wannie (jechała maksymalnie tylko 160 pod górkę na ciagłej linii wyprzedzając sznur TIRów biedna :):):))
No! Doda - Wystarczy tego pisania - po prostu było S U P E R !!!!
PS. Nie wiem czy pisząc ten tekst zachęcam czy też odstraszam przyszłych klubowiczów?? Klub jawi się tu jako zbiorowisko sadystów, ekshibicjonistów i zoofili, grupowo walących gruchę i dewastujących środowisko. Ale zapewniam Was - w rzeczywistości jeszcze lepsi z nas wariaci!!! :)
|
|
|
|