KLUB FORUM MODELE OGŁOSZENIA DOWNLOAD LINKI

Wyprawa po puchar do Kielc



Oto historia grupy Klubowych Bohaterów, którzy pokonali niebezpieczną i zdradziecką trasę Łódź - Kielce, walczyli jak Gladiatorzy na Kieleckim Torze i mimo ran, deszczu i znoju wrócili w komplecie razem z Pucharem za I miejsce.

Zaczęliśmy z małym opóźnieniem, na parkingu pod Matką Polką. Cztery auta i laweta z Legendarną "Niebieską". Niebieska kręciła się niecierpliwie po lawecie i trzeba było ją mocno przywiązać. Droga obfitowała w nieprzewidziane wydarzenia. Michał wlókł ciężki zaprzęg - więc wyprzedzały Go wszystkie maluchy, Super-Eta dostawała co rusz palpitacji "serca" wreszcie przed Kielcami musieliśmy ją zapiąć na sznurku za Niesuper-Etą. Klub zamienił się w bardzo długi Zespół ciągnąco-targający: Laweta, Linka i Dziadek w Babce na przedzie. Imponujące!
Dojechaliśmy na tor w emeryckim tempie, tak że Mariusz, który wyjechał ponad godzinę później z Łodzi - przybył 15 minut po nas. Wszyscy wypełnili deklaracje, pobrali numery startowe i wnieśli wpisowe - 60 zł. Atmosfera była wzniosła - tu zmiana kół, tu zdejmowanie gaziku, trzaskanie lawetami, warczenie silnikami, mierzenie kasków (jak to kasków? - zdziwił się szczerze Dziadek patrząc na lśniące hełmy w naszych bagażnikach) wyjmowanie balastu (ze 30 kilo chleba i bułek). Niektórzy jednakowoż DOciążali tylną oś supertajną technologią o nazwie SFDD (Specjalistyczny Fotelik Dla Dziecka) i montowali czujniki prędkości i oporu powietrza PPND (Ptasie Piórko Na Dachu) No i hajda na tor!

Ale skądże tam - okazało się, że najgorszy odcinek "górski" jest zamknięty dla ruchu i żeby go obejrzeć przed wyścigiem - musieliśmy wybrać się tam pieszo całą grupą - dołączyli Koledzy z "Beemki" i z Poznania. Po zdradzieckich lasach prowadził nas Lukas - zwycięzca czerwcowego Zlotu. Wycieczka była długa i w końcu mieliśmy tylko 1,5 godziny na jazdy treningowe. Kawalkada aut wjechała na tor za pilotem, a potem zaczęło się - Mini Morrisy - "Zdziczałe Krasnoludki" szalały po zakrętach płasko jak żaby na wrotkach :) Po torze śmigały Fiaty 124 Abarth, Fordy Capri i Szalone Mirafiori. "Nasi" driftowali po zakretach i przekraczali granice przyczepności. Swąd palonej na zakretach gumy rozchodził się z wiatrem, a chmury gęstniały nad torem. No i raptem wszystko zaczęło się komplikować. Niebieska - jak wielka kucharka: przypaliła klocki i zagotowała płyn hamulcowy, a Eta ku mojej i Roberta wielkiej rozpaczy zabawiła się w przesuwanie silnika, po tym jak straciła poduszki od przeciążeń na zakrętach, no i stanął jej (JEJ!?!) - wiatrak oczywiście!. :( Super-Eta też nam pokazała "palec", tak więc na torze została Niebieska na dwóch kierowców i Babcia-Cipcia z Dziadkiem i jego Super - Pilotem (ale o nim później).

Końcówka treningu odbywała się w strugach deszczu, który mieszał się ze łzami niestartujących kierowców. Wreszcie Henry poprowadził nas swoim Czerwonym Włoskim Cudem do miejsca noclegu. W schronisku okazało się że mamy 10-osobowe pokoje tylko z powodu dobrego humoru Pana w Recepcji (nie chciałabym znac jego złego humoru) bo wcale nam się nie należą: bo NIE! Pokoje - miodzio! Piętrowe łóżka - wszyscy chcieli na górze, żeby nie spać pod Michałem (dziwne?!) Za dodatkową dopłata otrzymaliśmy specjalistyczną pościel (same prześcieradła) i po wyszykowaniu się ruszyliśmy całą klasą BMW "na miasto". Masochistyczna część grupy chciała wędrować w strugach szalejącego deszczu, ale udało się ich powstrzymać i popakowaliśmy się w te auta, które akurat łaskawie zdecydowały się jechac bez usterek. Miasto zdobyliśmy w Pizzy Hut, gdzie chłopaki zamęczyli kelnerkę - tak że tłukła biedaczyna szklanki. Po konsumpcji poszliśmy zwiedzić ciekawy sklep spożywczy - bardzo ciekawy, Barszczu własną piersią uratował siatke z piwem przed zagrabieniem przez straszliwych napastników (dwie pijane małolatki). Dziadek kontemplował wybujałe kształty kieleckich kobiet, co rusz ktoś smarkał i kichał (te zabójcze klimaty na kielecczyźnie!). Dotarliśmy do naszego wielkiego pokoju, gdzie odbylismy narade wojenną, ten i ów kontemplował trasy poszczególnych odcinków, dokształcaliśmy sie troche z literatury fachowej no i wreszcie po omówieniu wszystkich swoich badań lekarskich, co kto kiedy miał, co i gdzie bolało i dlaczego ta rura taka długa (jak w kolejce po rentę) zasnęliśmy z nadzieją na lepsze jutro.

Ranek okazał sie ładny, z okna rozlegał się widok na jakieś góry (niezbyt łyse) i na kościół z fallusem sterczącym na dachu - serio! (same baby dały na tacę chyba!)
Po wspólnym śniadaniu poprzedzonym batalią o rozbudzenia Barszcza i bujaniem Dziadka w łóżku, pojechaliśmy na tor, ciepła herbatka pomogła nam pogodzić sie z przejmującym zimnem. Wszystkie startujące auta ustawiły się w kolumnę za pilotem i objechały całą trasę. Dziadek szalał po zakrętach z pełnym obciążeniem: na pokładzie upchnięci Barszczyk, ja, Viola i Robert plus kaski, kupa aparatów i kamer. Wreszcie zostaliśmy w trójkę na zielonym stoku, przeszywani zimnem i zestresowani zbliżającym sie warkotem silników, a zgrabiałymi palcami robiliśmy zdjęcia przejeżdzającym automobilom :)

Dziadek pruł ze swoim Super Pilotem, który pilotował podając trase ale już po jej zakończeniu :):):) Jak to pisałam na forum - wszystko przez te kaski - one tak mocno uciskały głowę niektórym :):):)....
Konkurencje były ostre - tor górski piął się stromo pod górę i obfitował w ostre, pochyłe zakręty, kolejna konkurencja - pętelka - 360 stopni - tu było ciężko. Kto miał za ciężką nogę ten kończył ze stratą. Tor nie wybaczał łatwo błędów, asfalt był śliski, a pobocza nierówne, na drodze leżały kamienie i piach, wyrwane przez auta które straciły przyczepność i wywijały "bąki". Śledziliśmy "Naszych" z niepokojem, ale wystawione przez okno kciuki do góry nastroiły nas od razu radośnie. Konkurencja była ostra. Lukas - stary wyjadacz, jakieś E-46 z całą kupą włączonej elektroniki, a i reszta nie przestawała nam deptać po piętach. Konkurencje szły jedna za drugą, wreszcie najważniejsza! Wyścig równoległy w przeciwnych kierunkach pozawijanego jak spagetti toru. Tu emocje sięgały zenitu, auta równo startowały i każdy kątem oka śledził poczynania rywala. Komu pusiły nerwy lądował w trawie lub kręcił się bezładnie próbując wrócić na właściwy kierunek. Staliśmy murem wzdłuż bandy i wiatr przejeżdżających rozwiewał nam włosy (lub ich resztki).

Wreszcie koniec! Lecimy do kawiarni na barszczyk, kelnerka dwoi sie i troi, oczywiście Barszczu po znajomości dostał jako pierwszy - eh ten nepotyzm! A tu już trabią że czas na ognisko - tu pora powiedzieć parę słów o tym rewelacyjnym torze. Prócz Toru na torze :) kawiarni z barszczykiem i hoteliku, jest jeszcze miejsce w zieleni, z dala od hałasu, z ogniskiem, miejscem do biesiadowania i do prezentowania samochodów. Tam właśnie piekliśmy kiełbaski i zacieśnialiśmy stosunki z pozostałą wyścigową bracią. Organizatorzy bardzo sympatyczni, Szefowa imprezy bardzo miła i ponad miarę cierpliwa (odpowiadała na setki pytań, zgodziła się odłożyć "Siódemkę", poinstruowała, że nr 1 jest dla Papieża, więc z jedynką nikt juz nie jeździ, naszykowała kaski na Dziadka i super głowę Super pilota :) Pozdrawiamy serdecznie (nie głowę Pilota tylko szefową oczywiście)!

Wreszcie mamy wyniki, Organizatorzy skupili się przy stole z pucharami, rozwiesili wyniki i taaak!! Huraaaa! Mamy Puchar! BOR Najlepszy!!! Najlepszy wogóle ze wszystkich aut, nie tylko BMW! Reszta Naszych - bardzo ładnie, Michał - zagorzały fan dizelków ulitował sie nad ścipowanym E46 330d i go przepuścił, niby że wpadł w poślizg, ale wiemy wiemy że to specjalnie! Specjalny puchar dla najładniejszego auta zlotu otrzymała usmiechnięta Pani - posiadaczka przepieknego błekitnego Mini - kombi, z drzwiczkami jak do kredensu :) Cukiereczek! Po wręczeniu pucharów zrobiliśmy sobie sesję zdjęciową z autami i rozpoczęliśmy powrót do szarej rzeczywistości. Zdawało się że to już koniec atrakcji, wszyscy się żegnali, pakowali auta na lawety, spowrotem pchali bagaże, kufry i skrzynie. Robert metodą plecionki ze sznurówki unieruchamiał przekrzywioną obudowę chłodnicy, żeby wiatrak mógł się kręcić i ruszyliśmy do domu.

Chore Ety starczym tempem, bez zbędnych odchyleń od pionu toczyły się za lawetą, Dziadek z SuperPilotem ubezpieczali nam tyły, dotarlismy na stacje benzynową i tankowaliśmy paliwo - i właśnie wtedy okazało się, że nasz Bohater Zotu zostawił o 9 rano (a była 17-sta) pod poduszką (nie tą z Ety) w schronisku u Super Przyjemnego Pana Psycho (patrz horror Hitchcocka "Psycho" o noclegach w nieodpowiednich miejscach) pularus z dokumentami, kasą i wszystkimi takimi tam szpargałami typu podręczna beretta do odstrzeliwania wląkących się lawet na drodze :) Więc Super Eta wykonała - a raczej chciała wykonać zwrot i rursko spowrotem do Kielc, lecz znowu pokazała nam "palec" (rozdzielacza jak głosi hipoteza), Więc Dziadek wsadził w Babcie-Cipcie całe towarzystwo i pognali na 129 koniach z obłedem w oczach z powrotem.

Tymczasem na stacji... działy się cuda, wykarmiony na podłódzkim chlebie mały, skromny Michał, postanowił przeprowadzić operację na otwartym przesuniętym silniku Ety. Wskoczył pod maskę i w sekund pięć dźwignął sam jeden cielsko silnika (plus skrzynia) i wsadził łapy na swoje miejsce, otrzepał się i wyfrunął spod maski rozpościerając ramiona (Latał jak Copperfield!!! Jak Boga kocham! Magik Prawdziwy! - mam to na zdjęciu!!!)
Ekipa pościgowa wróciła z pularusem, odchudzonym o znaleźne, jakie potrącili sobie gospodarze Noclegowni, najważniejsze, że wogóle sie znalazł. Dalsza droga do domu minęła spokojnie, żadnych ekscesów - no chyba atrakcji to na dwa lata nam wystarczy!
Dotarliśmy koło 19-stej do Łodzi tam rozstaliśmy się umęczeni, zmarznięci i niewyspani - ale zadowoleni. Z pewnością wrócimy na Kielecki tor po dokładkę!

Dziękujemy wszystkim za okazaną pomoc i życzliwość, pozdrawiamy serdecznie naszych Wspaniałych Rywali i pozostałych Uczestników Zlotu. Impreza miała wysoki poziom, była znakomicie zorganizowana, frekwencja wysoka i rywalizacja ostra.
To dobry przykład dla innych - jak organizować dobre zloty. Pozdrowienia i brawa dla Organizatorów. Do zobaczenia w przyszłym roku :)






Wyniki Klasy BMW:

L.p.
Nr
Kierowca
Auto
SG
SZ1
SZ2
SZH
SG2
SZ1_2
SZ2_2 SZH_2
WR1
WR2
Suma PKT
1 16 BOR E30 325i 29,22 42,74 35,20 9,17 24,80 42,28 35,52 8,69 76,06 75,56 379,24
2 22 Lukas E30 325i 31,81 45,95 36,28 9,12 27,00 44,92 35,43 8,63 79,84 76,44 395,42
3 23 82Tomek E30 325i 34,66 46,75 35,66 9,68 27,06 44,50 36,78 9,99 80,17 71,50 396,75
4 31 Paweł W. E46 330d 28,56 44,27 37,15 9,52 24,07 43,34 50,96 9,06 77,96 76,71 401,60
5 7 Michał D. E30 325i 32,28 46,16 36,63 9,26 24,80 48,36 37,17 8,55 79,94 79,06 402,21
6 11 Smasher E30 320i 32,09 47,32 36,16 10,00 27,54 44,26 37,12 9,31 80,45 89,25 413,50
7 15 Arek K. E36 318is 28,37 64,11 52,80 9,60 27,87 43,88 33,97 8,64 75,95 77,12 422,31
8 9 Artur E30 320i 33,15 46,02 38,20 10,57 27,90 46,29 42,91 9,74 83,54 85,22 423,54
9 34 Jakub J. E36 318i 31,66 48,12 42,00 9,41 27,81 45,21 36,10 9,08 94,46 82,18 426,03
10 25 AdaM6 E36 325i 29,50 64,11 36,75 9,06 24,66 63,42 35,31 8,22 89,53 75,56 436,12
11 5 Piotr_1 E30 316i 32,47 48,62 52,80 10,18 28,00 46,93 39,37 8,85 82,47 93,03 442,72
12 17 KILLER18 E30 318i 33,75 64,11 42,49 9,92 33,16 50,85 40,33 10,06 91,41 88,82 464,90


pogrubienie - tzw. taryfa za pomylenie trasy

Próba SG - szybkości górskiej
zawodnicy startowali w kolejności zgodnej z numerami startowymi (start na odcinku leśnym toru). Na próbie mierzony był czas przejazdu (meta lotna na odcinku leśnym). Po mecie należało bezwzględnie zatrzymać auto przed znakiem STOP. Po zakończeniu próby zawodnicy zjeżdżali w ustalonych grupach (po 10 samochodów) i przystępowali do startu do próby SZ-1.
Próba SZ-1
zawodnicy przystępowali do startu i po przejechaniu wyznaczonej trasy na odcinku toru (meta lotna) oczekiwali na start do próby SZ-2.
Próba SZ-2
próba przebiegała przez małą pętlę toru i część toru kartingowego. Po przejechaniu próby (meta stop) zawodnicy oczekiwali na próbę zrywu i hamowania.
Próba SH - zrywu hamowania
próba polegała na pokonaniu odcinka około 100 metrów na prostej i płaskiej drodze, zakończonego korytarzem ze słupków. Na mecie należało zatrzymać się tak, aby linia mety znajdowała się między osiami pojazdu. Poprawianie niewłaściwie zatrzymanego na mecie samochodu było niedozwolone. Przekroczenie linii mety – 5 pkt. karnych.
Próba WR - wyścig równoległy
próba polegała na przejechaniu wyznaczonego odcinka małej pętli toru. Trasę, podzieloną na dwa etapy, pokonywało równocześnie dwóch zawodników, którzy startowali na znak dany przez sędziego. Po przejechaniu każdego z odcinków, zawodnicy zamieniali się miejscami startu i przystępowali do pokonania drugiego etapu próby.


Doda 17.09.2005 galeria | komentarzedo góry