KLUB FORUM MODELE OGŁOSZENIA DOWNLOAD LINKI

Wyborczy Weekend w Chodeczy



W ten weekend miało się wiele wydarzyć, mieliśmy dokonać ważnych wyborów, prowadziliśmy więc rozmowy przy stole i walkę wręcz, nie obyło się bez afer z "kulczykiem", kiełbasy wyborczej i wymiany ciosów, był też skok przez płot!

Przyjechaliśmy jak nigdy - bez kłopotów technicznych :) Czekała na nas piękna pogoda i nasze ulubione domki dookoła boiska. Zaraz rozpoczęliśmy pierwszą turę wyborów - kto z kim śpi pod jakim numerkiem - udało się upchnąć wszystkich do pięciu domków. Poszliśmy zaraz prywitać się z jeziorem. Całą drogę eskortowały nas PSY. Obydwa gładko poddawały sie babskiemu miętoszeniu :)

Gadka szmatka na pomoście, a czas leci - Kobiety udały się więc na "naradę" do sali konsumpcyjnej - czyli szykować sałatki, a Panowie zażywali powietrza i ruchu uprawiając sporty: "przynoszenie piłki spoza boiska", "podnoszenie maski", "skręty szyją w poszukiwaniu zapalniczki". Jednak rozchodzący się znad grilla i od Violi zapach pieczonej karkóweczki zaraz zwabił pierwszych głodomorów, którzy poddawali się dobrowolnie przypiekaniu żywym (grillowym) ogniem, aby ratowac mięso przed spaleniem. Było parę akcji sabotażowych (a to się ławka załamała pod paroma grubasami, a to ruszt z mięsem z hukiem zjechał prawie w sam środek ognia) - ale udało nam się przeżyć do rozpoczęcia imprezy. Ponieważ mięso było pyszne - właściwie troszkęśmy powiwatowali na cześć Klubu i zaraz każdy miał pełną buzię jedzenia. Wiwatowaliśmy też na cześć Szanownych Małżonków Lidki i Maćka, którzy obchodzili jubileusz "Życiowego Wyboru". Zaraz potem w zasadzie wyboru juz nie mieliśmy - bo została tylko kiełbaska. Za to duży wybór był jeśli chodzi o opakowania szklane na środki bakteriobójcze. Każdy ochoczo odkażał swój organizm w tym - pełnym zarazków - sosnowym lesie :)
Nie byłoby chyba Chodeczy - gdyby nie Walenie Gruchy! Kobiety waliły w stylu "znowu piłeś!" Mężczyźni preferowali styl "barowo-bramowy", natomiast był jeszcze Niezastapiony Barszczyk - walił jak zawsze "na umysłowego" - głową! :)
No i dalej to już impreza zamieniła się w sportowe igrzyska. Z prawej można było dostać łomot kijami bilardowymi po kulach, z lewej kiwały się grupy Kiwaczków na niestety nieczynnych ścigaczach, po środku nokautowali się paletką pingpongową po czółku maniacy zielonego stołu. W sali obok trwały "obrady" co nalać i czym popić :)

W końcu zmęczeni emocjami wszyscy udali się nad jezioro, a tak naprwdę to Darek z Kumplem za słabo bajerowali kelnerki - no i nas eksmitowały :(
Nad jeziorem - było ciemno :) Ustawiliśmy się w pozycji obronnej - czyli "w kupie" i gadu gadu. Od tego gadania jakoś dziwnie poturbowali się Barszczu z Sobolem - chyba ciężar dyskusji powalił ich z murku w krzaki :) W każdym razie Barszczowi coś się w tych krzakach tak zadziało, że z powrotem skakał przez płot - jak Wałęsa! Tylko że furtka była otwarta :)

Zbliżała się pora spania. Ten i ów spragniony swoich czterek kółek zapragnął jak zwykle posłuchać - czy aby na pewno silnik równo pracuje, natychmiast zawiązała się GTK "Grupa Trzymających Kluczyki". Grupa zawładnęła kluczykami wiekszości samotnych Panów i poszła spać. Tymczasem...

jeden z nieszczęśników - tesknił do swych kluczyków,
szukając ich zawzięcie - spowodował nerwowe spięcie,
tłumaczenia postronnych - tylko Go pobudzały,
i zemsty chęcią gorącą - pałał, rozgrzany cały
spać kładł się nieszczęsny - w żalu nieutulony,
przeklinając wszystkich - za kluczyk zagrabiony,
ranek słoneczkiem powitał - śpiącą słodko zgraję,
tymczasem Dodzia w piżamce - na progu chałupki staje,
ziewanie w gardle zamarło - oczy przeciera zdumione,
bo oto na środku ścieżki - leżą kluczyki - porzucone!

Morał z tej całej historii jest taki
nie pijcie za dużo chłopaki!!!!

... po tym lirycznym wtrąceniu zanotuję jeszcze, że Dzień Drugi upłynął nam na rozkosznym grillowaniu Violowych pyszności (nie mylić z wnętrzności!) i na grzaniu starych kości (na słońcu oczywiście). Rozegrany został mecz koszykówki i siatkówki - niech się strzeże ten co się pod ręke Mistrzyni Serwu nawinie - Violki Miotającej Pioruny!!!
Oglądaliśmy też walki niebezpiecznych psów - jak na beemkarzy przystało :P - o kawałek kiełbasy - było standardowo - psi mąż psiej żony się bał (mimo że taka malutka), bo dostawał po nosie :) Była też ulubiona dyscyplina klubowa - podnoszenie maski i drapanie sie w głowę oraz dmuchanie w alkomat i rzut psem na odległość :)
No i o mały włos zapomniałabym o najmocniejszym incydencie! Otóż Dziadek przebywając na ostrym słońcu ujrzał (ku swojemu oburzeniu) buraki, które szły na spacerek z kozą na sznurku. Emocje Dziadka nie miały granic, zbeształ biedne bordowe warzywa i nakrzyczał na nie! Nam (tym z cienia) wydawało się że to dobrotliwa rodzinka na biało ubrana jak z reklamy LPR-u była akurat na spacerze - a ta koza to namiastka szatana - że niby go ujarzmili i tak na sznurku prowadzają :):) Na szczęście miraż ten szybko zniknął z horyzontu :)

Wszyscy pytaja jak tam w Chodeczy było?
Ano było ciepło, serdecznie, wesoło i miło - jak zawsze tam - gdzie jesteśmy razem.

Buziaki!








Doda 26.09.2005 galeria | komentarzedo góry