


"O takich Dwudziestu Dwóch co z wichrem w Piotrkowie walczyli" | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| To historia o walce! Walce z dziką i nieokiełznaną naturą, ze złośliwymi przedmiotami martwymi, ze śliskim i mokrym asfaltem i z tymi co mają więcej pod maską :) | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
Dzień zaczął się dla nas wcześnie, amarantowe słońce oświetliło twarze śmiałków i zaraz poszło ... sobie za gęste ciężkie chmury, które nie mogły oznaczać niczego dobrego. Miejsce zbiórki - jak zwykle Szpital Matki Polki (w razie jakby coś miało się urodzić), cel podróży - ukochany pas startowy Lotniska Piotrkowskiego Aeroklubu. Na miejscu byliśmy punktualnie, przed wjazdem przeleciał nam przez drogę czarny KOT (czyli Konspiracyjny Oddział Terrorystyczny), a zaraz po wjeździe zostaliśmy obszczekani i obgryzieni przez PSA (Pluton Specjalistyczno - Antyterrorystyczny) przywitaliśmy naszych Dobrodzieji z Aeroklubu i udaliśmy się na miejsce walki. "Miejsce" chciało nam od razu urwać głowę ciskając w nas wiatrem i miałkim śniegiem. Rozpoczeliśmy otwarciem ... bagażnika Romana, który bezustannie wzbogaca nasze Klubowe życie jego zawartością. Najważniejsze było ustawienie KUCHNI (czyli Kluczowo Umiejscowionego Centrum Harowania Na Imprezie) musieliśmy podebrać blokady drogowe z budowy nowego odcinka pasa startowego (hurra - przedłużają pas!!!) i sporządzić z nich konstrukcję wiatroodporną, celem utrzymania czajnika na gazie :) Pierwsze starty odbywały się bez pomiaru czasu - ponieważ wszystkie możliwe urządzenia pomiarowe chciały być najpierw obiektami pomiaru. W końcu jednak znaleźli się ochotnicy, a tym razem dzięki sponsorowi ROMAN & ŻONA S.A. Urządzenie Pomiarowe zainstalowane w samochodzie na skraju pasa, było w ciągłym kontakcie z Urządzeniem Startującym - za pomocą Krótkofalówek. Kiełbaski zwęglały się z cicha na grillu, a uczestnikom drżały z emocji ręce, rozlewając gorące napoje. Niektóre auta popuszczały z wrażenia benzynę :) Chętnych do walki nie brakowało, Damian z kamienną twarzą i wzrokiem utkwionym w obrotomierzu, Norbert ze szczęściem w oczach startujący chyba prawie w każdej parze, Sosek - wspomagany przez urządzenie peryferyjne typu Córka - któremu z zimna gęstniała w oczach broda, Krzysztof - którego długie włosy wskazywały kierunek wiatru, Gatun, który nie mógł pogodzić się z istnieniem Ety, Krzysio, który był ciągle za Gatunem (to przez ten spojler - auto za dużo waży) furorę robiła Kasia w E-30 koloru "diabolo pomidoro" startując po raz pierwszy w życiu i od razu kładąc na łopatki Palnika. Ponieważ jeździliśmy parami, wyścigi były pasjonujące. Było tak spokojnie, że niżej podpisana zaczęła się martwić że niniejsza relacja będzie nudna i krótka, tymczasem... zachciało się nam urządzić babski pojedynek - dwie stare wyjadaczki, weteranki 400 metrów w Piotrkowie, meandrów na Technicznej i innych światowej klasy zawodów, wsiadły w najdziksze bryki na wyścigu i poszsszszły! Wygrała Viola na pół auta przed niżej podpisaną (Dodzią). No i naprawdę nie wiem jak to się stało - ale ja znowu "pękłam" (jakby to powiedział Prosiaczek do Kubusia Puchatka) poduszkę pod silnikiem. Znowu silnik się zagrzał i zdezintegrował obudowę wiatraka, znowu Michał wskakiwał na kielichy i lekkim ruchem dłoni ustawiał od niechcenia silnik na miejsce, a tym razem żadna naprawa nie powiodłaby się bo wiatr się wzmagał i zapewne zwiałby cały silnik wraz z autem, gdyby je podnieść choć trochę do góry. Ponieważ równoczesnie skończył się most w Czarnej Ecie - Dodzia została zatrudniona do marznięcia na płycie lotniska, a Viola jako Fotorób biegała między startem, a metą (średni czas Violi na 400 metrów około 5 minut). Towarzystwo powoli się przerzedzało, padający iglasty śnieg zamienił się w siekający wściekle deszcz, auta ślizgały się na starcie, wyrzucając fontanny wody na Urządzenia Startujące. Nasza wytrzymałość malała w postepie geometrycznym. Wreszcie poddaliśmy się i rozpoczeliśmy wielkie pakowanie. Ten i ów wzlatywał do góry składając kawałki namiotu, które jak żagle wydymały się na wietrze, bądź dziko miotały się i rzucały na składającego, wszystko i wszyscy byli zmoknięci do ostatka, ale radość nas nie opuszczała, bo oto mimo upiornej pogody, złośliwych nadpalonych sprzęgieł, pękniętych poduszek, ukręconych mostów - udała się kolejna fantastyczna impreza Klubowa, bo najważniejsze, że byliśmy tam razem i to właśnie dlatego zwyciężyliśmy w tej walce! ps. Jak najcieplej pozdrawiamy Piotrkowski Aeroklub za udostepnianie pasa startowego, dzięki któremu wzlatujemy ponad poziomy zwykłej codziennej jazdy :):):) Klasa I
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|   |
![]() |
| start | klub | forum | modele |
ogłoszenia | download | historia |
statut | zarząd | kalendarz | kontakt | linki copyright BMW Klub Łódź 2003 - 2009 | created by: Daniel i Adrian |