


Bajka o Wodoodpornych, Znikającym Zasilaniu i Tańcu Połamańcu. | |||
| Nie wiadomo kto rzucił zły urok na tę Toruńską imprezę, może już sam fakt że MAJÓWKA nie odbywała się w maju tak rozzłościł naturę, że nie dała nam podziwiać słonecznego odbicia w namaszczonych woskiem karoseriach??? | |||
W każdym razie od początku roku Toruń starał się rozreklamować swoje miasto miłośnikom adrenaliny, a to śmiertelna ptasia grypa i internowane łabędzie, to znowu Ojciec Horror z berettą moherową (* od autora: niniejsze słowa przedstawiają światopogląd autorki tekstu, nie zaś Klubu) no i jeszcze Mikołaj, ten z długimi włosami od pierników, co dla reklamy wstrzymał słońce i ruszył ziemię. A już ta Majówka w kwietniu - tego było już za wiele! Opatrzność się zdenerwowała i postanowiła wszystko olać deszczem. Deszcze niespokojne potargały nas, a jeszcze bardziej potargali nas Gospodarze Zlotu, którzy chcieli nam zaoszczędzić mitręgi w korku do bramy wjazdowej. W tym celu poprowadzili nas tajną, nieco nieprzyzwoitą drogą (od tyłu). Droga była tak tajna, że sami Gospodarze nie mogli jej znaleźć :) Tak więc jeszcze nie zakupiwszy biletu, już dostaliśmy nielada atrakcję w postaci terenowego rajdu po bezdrożach, rowach i krzaczorach, sprawdzian jazdy gęsiego na wstecznym po drodze węższej od samochodu kolumną 30 aut, no i zabawę "Kto pierwszy urwie sobie oryginalny spoiler". Wszystko to za darmo! A ile emocji? Niech żałuje kto nie był! W końcu dotarliśmy jednak na teren zlotu, gdzie zamknęliśmy się we własnych autach i zaczęliśmy konsumować suchy prowiant. Kiedy szyby już tak zaparowały, że zaczęto przez nie z zewnątrz zaglądać do środka w poszukiwaniu lubieżnych czynów, przyszedł czas na zwiedzanie. Powiedzmy krótko - było zimno i mokro! Nie pomogły parasole tudzież specjalistyczne ochronne kondomiki (żółte zresztą:)) Nie pomogły drzwi jak w MacLarenie, grafitowe felgi XXXL, Stara Warszawa Luks-Malina, Rekin Muchy, M3 i M5 ani M10 i M20. Nadal było mokro! Palenie gumy zamieniło się w taplanie w gumowym błocie, Dziewczyny na podestach z minuty na minutę traciły ucharakteryzowane twarze, najcieplejszym miejscem były toalety, a gościnność i serdeczność naszych Gospodarzy nie była w stanie podnieść niskich temperatur. (około 6 stopni C) Musieliśmy gdzieś się ogrzać! No a gdzie można lepiej rozgrzać klekoczące kości jak nie w Chodczu? :) Szybko Brać się zebrała i frontową (tym razem) bramą wyjechaliśmy w najlepszym z możliwych kierunku. Chodecz zapłakała na nasz widok deszczem (no i powiedzcie z radości-li to czy z przerażenia?). Dla rozgrzewki Adam kazał bawić nam sie w dom. Każdy dom musiał wybrać tatę, mamę, teściową i dzieci. Jak się wreszcie udało skompletować 5 domków - mogliśmy zaczynać właściwą imprezę. W domku autorki niniejszego tekstu od razu Synek (Wojtek) podał wszystkim lekarstwo (jakąś zimna wódkę) Teściowa (Robert) otworzyła lodówkę i zaraz było cieplej! Zresztą wkrótce zaczynał się zbiorowy grill, tak więc zestawiliśmy wszystkie stoły w stołówce, jakie zostały po Soccersach (tacy szaleni faceci co w deszczu latają boso po piachu za piłką) no i rozpoczęła sie dłuuga noc. Było, było! Oczywiście, że zbiorowe walenie gruchy było! Ujawniły się nowe talenty, nowe chwyty, nowe rezultaty :) Były też chóralne śpiewy, masowa konsumpcja oraz zejścia w talerze. Najlepszy jednak był Taniec z Gwiazdami. Otóż jak Włodek z dziewczynami tańczył, jak im z byka strzelił w główkę, to widziały taaaakie gwiazdy! Jak dziewczyny już kondycyjnie nie dawały rady, Włodek tańczył z Barszczem, ale Barszczu nie wytrzymał figury "lot na stół a`la pikowanie orła", więc Włodkowi zostały do tańca już tylko krzesła, które swą nadzwyczajną konstrukcją chlubę swemu producentowi przyniosły (bo wytrzymały) :) W tym Kutnie to potrafią, ja Wam mówię! A jakie dzieci robią!!!(ale o tym kiedy indziej). Był też striptiz a jakże, męski i damski (nawet z Fetyszem!). W każdym razie po samych odgłosach leśnego ostępu dało się poznać, że zabawa była świetna! Niektórzy śpiewali słowicze trele wracając do siebie (dosłownie i w przenośni), innym znowu na orientację seksualną padało i zamiast do niewiast to dobijali się pół godziny do domku, w którym czterech dorodnych 100-kilowych chłopów spało. (Ale Ci z Chojen to tak widocznie już mają jak ukraińskiej wódki się napiją) ta Ukraina - mówię Wam, jaka to potem Rewolucja i w głowie i w brzuchu... :) Od tego wszystkiego, aż jedna taka słaba szyba pękła. Michał chciał ją przytulić do piersi, ale nie pomogło. Co ciekawe do rana się jakoś pozbierała i znowu siedziała w oknie (w tej Chodeczy to sie cuda dzieją dopiero!) ale największą zagadką była jednak pęknięta gruba śruba w stole do ping-ponga. Biorąc pod uwagę analizę Klubowego eksperta od wytrzymałości materiałów (w sumie to on się głównie na kulkach zna, ale kulka czy śrubka - co za różnica) śruba mogła pęknąć pod naporem np. nosorożca (dużego) - skąd go wzięliśmy??? Przysięgam, że nie wiem! W każdym razie jakoś tak się stało, że akurat jak 1/6 naszego domku tkwiła w WC, a inna 1/6 udawała ducha pętając się w poszwie od kołdry na głowie po domku i paplając coś nieustannie, inna 1/6 chciała tej 1/6 w poszewce nakopać, a pozostałe 3/6 turlały sie ze śmiechu - to właśnie wtedy zabrakło prądu. No i skończyło się światło, ogrzewanie, ciepła woda, wogóle wszysko ciepłe się skończyło. Została już tylko czarna, zimna rozpacz, która szronem pokryła cały ośrodek Hurtapu. Ranek zastał nas zatopionych w lodowych blokach jak mamuty, niektórzy Bracia (bez Sióstr) poprzenosili się do samochodów (BMW zawsze grzeje!!!) Inni zakrapiali juz od rana - tylko i wyłącznie z powodu zimna oczywiście! Okupacja stołówki nam się nie powiodła, z powodu nadchodzącego obiadu i głodnych Socersów (którzy dobrze wiedzieli KTÓRY TO napaleniec się dobijał do ich domku w nocy), nawet w kosza i w siatkę nie zagraliśmy. Jedynie Dziadek pokręcił się trochę po boisku :) W końcu, jak te papierki od czekoladek, zaczęliśmy się zwijać. Znalazo się paru wodoodpornych twardzieli co rozpalili grilla nad jeziorem, jednak i tam nie znalazłszy spokoju BMW KLUB ŁÓDŹ musiał wrócić do domu. Cały wyjazd zaowocował jednak bardzo dobrym wynalazkiem, który to pragniemy uwadze BMW A.G. polecić gorąco. Mianowicie - aby wozy serii 7 - tak luksusowe przecież - wyposażać w osobiste CEWNIKI, które pozwalałyby jescze rzadziej wóz ten opuszczać (bo basen to za dużo powiedziane, a o kaczkach - wiadomo, lepiej nie mówić wcale). Wasza Dodzia | |||
| |||
|   |
![]() |
| start | klub | forum | modele |
ogłoszenia | download | historia |
statut | zarząd | kalendarz | kontakt | linki copyright BMW Klub Łódź 2003 - 2009 | created by: Daniel i Adrian |