


Ostry Dyżur w Miedzianej Górze na oddziale E21 | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| Zapraszam do historii z pogranicza medycyny, o ratowaniu życia, operacjach na otwartej komorze silnika, rozszczepianiu pizzy i operacji mycia nóg - czyli Szpital Miedziana Góra!!! (JUŻ W CAŁOŚCI) ;) | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
Gra naszej reprezentacji piłkarskiej spowodowała u mnie gwałtowne pogorszenie formy intelektualnej - stąd długi okres oczekiwania na historyjkę. Dyżur rozpoczęliśmy pod Matką Polką pod okiem Ordynatora-Bora. Podróż była spokojna bo "pacjentki" były w większości pod wpływem gazu :) Jedynie znamienity chirurg Michał D. zwany Grubym (zapewne z powodu grubego portfela, jak to u chirurgów, wiecie... ;P) miał kłopoty ze swoją M5 - wyrywała się bardzo, najmocniej wyrwała się na takim jednym rondzie, gdzie prawie trzeba było cucić kierowcę malucha (126p) - facet przez jeden piękny moment widział eMkę przez wszystkie szyby swojego malucha - prawie myslał, że go połknęła, a ona tylko go wyprzedziła jednym miękkim ruchem :D Asystent doktora - Bandit chyba zażył przez pomyłkę anestetyku jakiegoś lub pavulonu, bo wysiadł z M5 całkiem zwiotczały :D Zespół dotarł w całości do Kielc i po uzupełnieniu elektrolitów rozpoczął natychmiast szereg operacji. Było usuwanie złośliwych mikserów, amputacje i przeszczepy konczyn dolnych, odsysanie tłuszczu (to plastyczna chirurgia zazwyczaj domena dr Michała Anioła - niestety nieobecnego na dyżurze) oraz szczegółowe badania krążenia ... po torze :D Pacjentki bardzo dobrze znosiły ... na boki, a niektóre coś kręciły - głównie zadkiem, ale od czego są lekarze, prawda? W trakcie badań klinicznych na torze dołaczył do nas prof. Sławek ze swoją czerwona podopieczną - w wieku zaawansowanym. Profesor wszczepił jej nowy wydech własnej produkcji i wyposażył babcię w turbo - równiez własnego chowu :D Niestety nie wytrzumała emocji i dostała zawału... przekaźnika. Profesor szybciutko przyszykował zabieg operacyjny i wstawił by-passa z kawałka przewodu wyciągniętego z najwiekszego schowka samochodowego na świecie. "Największego" piszę, bo widziałam ile się w nim rzeczy mieściło - tak na oko dwa Romany (1 Roman to jednostka pojemności bagażnika czerwonego E-30) :D Na koniec ekscytującej jazdy po Kieleckim Torze wszystkie bawarskie pacjentki dostały po maseczce błotnej na zdrowszą karnację i takie błotem oblepione zostały na noc pod Schroniskiem. Tymczasem w schronisku panował wielki głód, a toczący się właśnie mecz Polska-Ekwador skazał nas z góry na niepowodzenia gastronomiczne w terenie - tak więc zamówiliśmy sobie telefonicznie włoski drożdżowy placek z sosem pomidorowym, warzywami i wędliną w ilości bardzo mnogiej - w jakiejś miejscowej pizzerii. Niestety pizzeria była jakaś bardzo nie-miejscowa bo nie mogła nas znaleźć i dzwoniła do nas (jako do wybitnych ekspertów od sieci Kieleckich ulic) ciągle pytając gdzie my jesteśmy. W związku z narastającym pragnieniem spowodowanym narastającym głodem zamówiliśmy również troszeczkę chmielowego kompotu nasyconego dwutlenkiem węgla z dowozem i donosem do pokoju - w najlepszej firmie kateringowej "Dziadek Fetyszysta". Na włoski placek czekaliśmy tak długo, że wypiliśmy Poddiemu cały napój grejpfrutowy na spirytusie, celem dezynfekcji i wreszcie jak przyjechała ta wyczekana gigantyczna pizza - to nikt nie miał siły jej zjeść, więc poszliśmy spać. Sprostowanie - Ordynator-Bor wzniósł się na swój piedestał, zaś jego asystentka obrzucała nas inwektywami, że niby ciszę zakłócamy, a tu genialny jego umysł odpoczynku potrzebuje itd.itp. Inwektywy na wyżynach przycichły a na dole w najlepsze trwała zabawa, Dziadek badał wszystkim wzrok swoją świecącą komórką, Sławek usiłował przemienić się w nosferatu wypatrując księżyca, a Poddi wprowadzał łóżko Michała w wibracje swoim chrapaniem. Rano, kiedy pierwsze promienie słońca wyszły zza fallicznej wieży kościoła, a na Łysej Górze trwało zbieranie butelek i puszek po nocnym sabaciku - my bbylismy w pełni gotowi do ... umycia się. Tu trzeba przyznać - inwencji twórczej nie brakowało, że wymienię tylko przykład Sławka - który uparcie golił sie odwróconym do góry nogami ostrzem i dziwił się, że rece mu już odpadają, a broda nie znika. No i Dziadek, racjonalizujący Fetyszkowi mycie nóg. Konstrukcja domycia nóg składała się z: niskiej umywalki z blachy ocynkowanej sztuk 1, miski z tworzyw sztucznych sztuk 1, Fetysza - sztuk 1, Dziadka sztuk 1 (choć właściwie nie mam pewności bo dwoił się i troił chwilami :D) i całej masy plusku i pisku. Wnosząc po ilości zachodu - Fetysz powinna mieć strasznie wieeelkie stopy, chyba je zwija w rurke bo nie widać tego na codzień :D Po tym wszystkim śniadanie było nic nie znaczącą igraszką. Tor przywitał wszystkich tych co dzień wcześniej zmienili opony na deszczowe - pięknym słońcem. Przy okazji przekonaliśmy się ile rzeczy można zmieścić w mini-busiku - otóż zawartość pięciu bagażników, 2 komplety slików z F-1 platonkę chleba i parę czarnych worków z wystającymi z nich nogami (Fetyszyści są wśród nas!) Na torze po kolei odbywały się próby: Górska, zrywu i hamowania, jazdy po torze kartingowym z nawrotem 180 st. i tak w kółko. Ponieważ pojawiło sie sporo nowych zawodników, którzy podsycali gorączkę rywalizacji, to już nie było luzu i chichotania. wszyscy napięci jak postronki sprawdzali czasy i podpatrywali głównych rywali. Co prawda był taki jeden co docenił uroki kielecczyzny i zajął się zbieraniem ziółek na łące - ale byc może to jedyne takie mijsce gdzie rozną najlepsze zioła do mycia nóg w trudnych warunkach - tak więc warto było zerwać na zapas :P. Po południu trwały wyścigi równoległe po torze kartingowym. W co raz bardziej nerwowej atmosferze po rac pierwszy padały wołania o dyskwalifikację niektórych skracających sobie drogę po trawie zawodników. Tymczasem auta nie zawsze chciały trzymać się asfaltu - sterty piachu i kamieni nie ułatwały skręcania. Za to fotoreporterów i gapiów było bardzo dużo. Bo i też było co podziwiać - przepiękne klasyki takie jak Alfa Romeo czy Simca Aronde albo Fiat Abarth cieszyły oko i pokazywały co jeszcze potrafią. Najliczniejsza tym razem klasa BMW zdominowała całą imprezę. Szkoda tylko że nasza Turbo-Pacjentka dostała cięzkiego porażenia, a to wszystko dlatego że profesor Sławek cały czas jej tam gmerał w środku i poruszył jakąś malutką żyłeczkę i w końcu Rekin otrzymał całkiem nowy napęd na 6-8 nóg sterowanych jedną KOMÓRKĄ (patrz zdjecie) :D Wyniki nie zaskoczyły, "nasi" zdominowali cała listę - byli i na górze i w środku i na dole - całkiem demokratycznie :D Powrót do domu był bardzo grzeczny, wszyscy jechaliśmy synchronicznie gęsiego za rekinem uwiązanym na lince do najszybszej łódzkiej wyścigówki. Niech żyje Miedziana Góra - do zobaczenia jesienią!
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|   |
![]() |
| start | klub | forum | modele |
ogłoszenia | download | historia |
statut | zarząd | kalendarz | kontakt | linki copyright BMW Klub Łódź 2003 - 2009 | created by: Daniel i Adrian |